Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
przedszkolanka obrazki do kolorowania

Filmowe konkret – słowo

Bunt nauczycielki: chcę uczyć, a nie żebrać. Bzdury pleciesz...
Czy wydatek 400 złotych na wyprawkę na jedno dziecko w państwowej
instytucji to rzecz normalna? To nie są książki do nauki czytania,
faktury na oczy nie widziałam, a przedszkolanka z sekretarką plątały
się w zeznaniach, wyjaśniając "czemu tak drogo". Zdecydujmy się na
coś: albo płacimy za wyposażenie dla dziecka i "schluss", albo
kupujemy sami potrzebne rzeczy z listy. A tu płacić każą, a przy
okazji jeszcze namolnie proszą o papier do drukarki, gotowe rysunki
wydrukowane w pracy "jak szef nie widzi" do kolorowania, a moją
paczką chusteczek posiłkuje się cała grupa, panie działają na
zasadzie "złap frajera", ten przyniesie papier, tamten pastę do
zębów, no, bez przesady! Rozumiem wydatki na podręczniki, ale prawda
jest taka, że wrzesień zamknęłam kosztem 800 złotych na dwie
panienki, a to jeszcze nie koniec!!! I nie mam wglądu w żadne
dokumenty, na co rzeczywiście wydano te pieniądze, raczej cały czas,
choć płacę, mam wrażenie, że robi mi się łaskę, że przedszkole mam
przecież "za darmo". Trzeba skończyć z fikcją bezpłatnych
przedszkoli i szkół, to pojęcie nie istnieje, staram się, jak mogę,
przynoszę książeczki do czytania, papier, drukuję obrazki do
kolorowania, ale mam już dość, bo personel działa na zasadzie
łapanki, bez chwili refleksji i podsumowań, którzy rodzice się
bardziej, a którzy mniej angażują w działalność placówki, nie będę
wiecznie jeleniem!
Opiekunki Waszych dzieci - jakie są, co robią?. Asiu, ja jestem ze swojej opiekunki bardzo zadowolona. Pani ma 58 lat jest byłą przedszkolanką. Może dlatego ma niesamowite pomysły. Dzięki niej Gosia umie wycinać, naklejać, kolorować obrazki, zna piosenki, wierszyki. Na spacery też oczywiście chodzą, zbierają liście, kwiatki, patyki, a potem robią coś z tym w domu. Prawie zawsze po powrocie z pracy czeka na mnie jakieś "dzieło" To prawda, że Gosia ma 3 lata, ale niania robi z nią takie rzeczy prawie od dwóch lat, oczywiście na miarę możliwości małej. Nasza niania nie ma innych obowiązków, nawet jedzenie dla małej jest przygotowane i tylko do odgrzania. Tak więc cały czas poświęca małej. Każdemu życzyłabym takiej opiekunki, jak nasza.
trudny przedszkolak, a może Pani przedszkolanka. trudny przedszkolak, a może Pani przedszkolanka
Wczoraj byłam w Przedszkolu dowiedzieć się jak sprawuje się moje pięciletnie
dziecko. Włosy stanęły mi dęba. Pani powiedziała, że moje dziecko nie chce
uczestniczyć w zajęciach. Nie wypełnia poleceń, nie koloruje obrazków, nie
słucha czytanych bajek, nie odpowiada na zadawane pytania !!!!
Wczoraj powiedział mi ,że nie narysował( jedyny z grupy ) ulubionego bohatera
z bajki, bo nie umie. I nie odgadł zagadki. Wiedział ale nie chciał
powiedzieć. Co się z nim dzieje . Może Pani go zraziła. Może coś innego .
Może komuś przydażyło się coś podobnego. A może psycholog udzieli mi rady co
dalej z nim robić.
RELIGIA w przedszkolu. RELIGIA w przedszkolu
Mój syn od roku ma religię w przedszkolu.
W sumie to na początku bardzo się z tego cieszyłam, sama miałam dobre wspomnienia z religii: siostry opowiadały zawsze ciekawe historie o misjonarzach i Murzynkach , było dużo kolorowania, święte obrazki, piosenki itp. Wszystko byłoby ok, ale w pewnym momencie syn zaczął mówić, że boi się diabła. Ja nigdy go diabłem nie straszyłam, NIGDY. Nigdy też nie podejmowałam takiego tematu.(szczerze mówiąc nie chodzimy z mężem i dziećmi do kościoła). Potem zaczęły się gadki typu: uderzyłem siostrę, bo mi diabeł szeptał. Ręce mi normalnie opadły...Mówię mu: człowieku, nikt Ci nie szeptał, masz wybór, uderzasz, albo nie uderzasz, robisz dobrze, albo źle. Jesteś jak operator koparki: ty decydujesz, ty sterujesz lewarkiem i wszystkimi guzikami ...
Teraz na wakacjach zapomniał, nie mówi w ten sposób. Pewnie do pierwszej lekcji z siostrą.
Rozmawiałam swego czasu z panią przedszkolanką. Twierdzi, że siostra jest łagodna, dobra dla dzieci i ma odpowiednie przeszkolenie. Ale i tak wybieram się do niej, porozmawiać. Nie chcę wykluczać syna z lekcji religii, byłoby mu ogromnie przykro. Ale nie chcę też, by budził się w nocy z płaczem, że śni mu się diabeł i by za złe zachowanie zwalał winę na diable podszepty
Z tego, co pamiętam, diabeł jest wpisany w naukę religii...
Nie wiem, co robić.
A jak wygląda to u Waszych pociech?
M. L.
Prace plastyczne. Rozumiem Twój tok myślenia, ale naprawdę myślisz, że nie ma nic pomiędzy? Mnie
przychodzi do głowy chociaż kilka możliwości, a między innymi: 1/ przedszkolanka
przynosi określone materiały i pokazuje, co można z nich zrobić, a dzieci robią,
co chcą, 2/ przedszkolanka przynosi różne materiały i sugeruje, by każdy zrobił
sobie kotka, z czego chce, i pokazuje kilka przykładów już zrobionych (albo nie).

Co by się stało strasznego, gdyby każdy dziecko malowało/wyklejało, co chce?
Niech sobie nawet będzie przed tym pogadanka, co można zrobić, jak się posłużyć
danym materiałem.

Mam często w domu kilkoro dzieci, swoich i znajomych. Jak jedno zabiera się do
malowania, to reszta często też chce, przyłącza się. Siedzą wokół wielkiego
stołu i malują. Każdy, co chce. Podpatrują, co malują inni, czasem coś kopiują
od kolegi czy koleżanki, odchodzą do innych zabaw, wracają na swoje miejsca,
biorą kolejne kartki. TRzylatka jeszcze trzeba pilnować, żeby nie odszedł z
umalowanymi łapkami od stołu, ale od czterech w górę nie brudzą się albo
pilnują, by umyć sobie ręce. Ja w tym czasie zazwyczaj coś gotuję i ich zabawa
nie wymaga mojej interwencji. Dzieci nie mają problemu z wymyśleniem sobie, co
będą rysować, malować czy wycinać. Inspirują się wzajemnie.

Jest tylko jedno zasadnicze pytanie, a właściwie dwa:
1/ Dlaczego dzieci malują,
2/ Dlaczego chcemy, by dzieci malowały.

Moim zdaniem 1/ dzieci malują, bo kredki, farby, różne materiały plastyczne są
łatwo dostępne i umożliwiają im "zostawienie swojego znaku", stworzenie czegoś,
doświadczenia przyjemności psychicznej i zmysłowej z wymyślenia, operowania
pędzlem czy nożyczkami, zrobienia czegoś z niczego, doświadczenia zwiększania
się swoich możliwości (kiedyś nie umiałem wyciąć mamy z papieru, a teraz już
umiem).

2/ zaś rodzice, przedszkolanki itd. chcieliby, żeby malowały, bo to im zwiększa
koordynację ruchów, przygotowuje do pisania, zajmuje czas na stosunkowo
spokojnej zabawie, pozwala zrobić ładną dekorację, dokumentuje wysiłek włożony
przez wychowawców oraz - z przyzwyczajenia.

I stąd się bierze 15 biedronek. Żadna grupa dzieci przy zdrowych zmysłach nie
stworzyłaby z własnej inicjatywy i bez interwencji z zewnątrz 15 analogicznych
prac. Po co miałyby to robić?

I czy to naprawdę czemuś sensowemu służy? Jakie kluczowe znaczenie ma opanowanie
przez dziecko umiejętności wyklejania smoka z włóczki?

Jakie sensowne cele może mogą mieć prace plastyczne dzieci? Dla mnie sensowny
cel jest jeden: zadowolenie dziecka doświadczającego przyjemności "zostawiania
po sobie śladu".

Naprawdę, nawet w masowej placówce edukacyjno-wychowawczej, jaką jest
przedszkole, mogę sobie wyobrazić zajęcia plastyczne, które sprawiają wszystkim
dzieciom przyjemność, a jednocześnie pozwalają im poznać coś nowego, bez
nakłaniania ich do kolorowania piętnastej biedronki.

Syn koleżanki chodził chwilę na zajęcia plastyczne, a potem odmówił. Prawdziwy
powód zdradził dwa miesiące później: bo pani nie pozwalała mieszać kolorów. Ale
czemu nie?? Bo nie. Bo dzisiaj nie mieliśmy mieszać kolorów i ten obrazek nie
wymaga mieszania kolorów. I tu wracamy do fabryki Raczkowskiego. Czemu to ma
służyć?? Bo takie mieszanie i bure kupy plasteliny są nieładne. Nieestetyczne.
Nie o to chodziło. Jak komu...



 

Powered by WordPress dla [Filmowe konkret – słowo]. Design by Free WordPress Themes.